Napady paniki

Każdy człowiek czegoś się boi i od czasu do czasu odczuwa strach, niepokój lub lęk. Odczuwanie strachu jest całkowicie normalne. Niekiedy jednak stan ten nasila się tak bardzo, że jesteśmy przekonani, że zaraz od tego zwariujemy, rozpadniemy się na kawałki lub umrzemy. Tak intensywny lęk to napad paniki – boimy się tak bardzo, że już bardziej nie można. Każdy, kto kiedykolwiek przeżył napad paniki, wie, że nie da się go z niczym pomylić.

Strach jako reakcja całego organizmu służył naszym przodkom w przetrwaniu. Wyobraź sobie, że jesteś sam w lesie i nagle słyszysz odgłosy zbliżającego się do ciebie drapieżnika. Dobrze mieć w zapasie reakcję, która sprawi, że twoje ciało momentalnie zmobilizuje się do olbrzymiego wysiłku, pozwoli ci lepiej słyszeć i widzieć oraz szybciej podejmować decyzje. Reakcję, która da twoim mięśniom natychmiastowy zastrzyk energii do walki lub ucieczki. Reakcja ta opiera się na hormonie zwanym adrenaliną. Adrenalina jest wytwarzana przez korę nadnerczy – niewielkie gruczoły znajdujące się nad nerkami. Nadnercza wydzielają adrenalinę w odpowiedzi na sygnał od mózgu o zagrożeniu. To reakcja bardzo szybka i często pomijająca naszą świadomą decyzję i refleksję. Mobilizuje nasz organizm do walki lub ucieczki w najwyższym możliwym stopniu – na 100%. 

Taką reakcję, polegającą na szybkim wydzielaniu się do krwi dużych ilości adrenaliny, która w cudowny sposób umożliwia nam ratowanie własnej skóry z opresji, mają nie tylko ludzie, ale wszystkie zwierzęta. U ludzi pojawiły się z nią jednak pewne problemy… pierwszy polega na tym, że żyjemy we względnie bezpiecznym świecie – nic na nas już nie poluje i zasadniczo nic nam na co dzień nie grozi. Ale jeszcze nie tak dawno nie było to wcale takie oczywiste i nie chodzi tu wcale o czasy prehistoryczne. W perspektywie ewolucji to zaledwie mgnienie i nie ma możliwości, żeby reakcja tak mocno ugruntowana w naszych genach wygasiła się w ciągu zaledwie paru pokoleń. Z resztą nawet w dzisiejszym świecie zdarza się, że jest ona przydatna, np. gdy trzeba uskoczyć spod rozpędzonego auta. 

Drugi problem polega na tym, że mamy tak cudownie wielkie i skomplikowane mózgi. Pozwalają nam one wyobrażać sobie lot na Marsa i rachunek różniczkowy, ale też snuć wizje o rozmaitych katastrofach i zagrożeniach. A reszta ciała odpowiada na te wyobrażenia tak samo, jak na prawdziwe zagrożenia, jeśli tylko uwierzymy w swoje myśli. I to właśnie kłopot z napadami paniki – pojawiają się one w reakcji nie na prawdziwe zagrożenie, ale w odpowiedzi na myśli o tym zagrożeniu. A tymi myślami są oceny odczuć z ciała, normalnych podczas doświadczania stresu.

W typowym napadzie paniki wygląda to następująco: nagle poczułeś się źle, np. zakręciło ci się w głowie w kościele. Było dużo ludzi i duszno, a ty nie zdążyłeś rano zjeść śniadania. W tej sytuacji jednak nie pomyślałeś w ten sposób, tylko przestraszyłeś się, że zaraz zemdlejesz i wszyscy zobaczą. Potraktowałeś tą myśl bardzo poważnie (to się dzieje automatycznie i szybko), jak świadczącą o zagrożeniu, twój organizm wydzielił adrenalinę, a przez to przyspieszył ci oddech. Doświadczenie przyspieszonego oddechu stało się dla ciebie dowodem, że serio coś złego się dzieje. To zagrożenie omdleniem wydało się poważne i realne. Wydzieliło się więcej adrenaliny. Pod wpływem adrenaliny tętno przyspiesz, a serce bije bardziej intensywnie. Oddech przyspiesza i staje się bardziej intensywny – mocniej pracuje przepona i mięśnie międzyżebrowe. To sprawia, że trudno wziąć długi spokojny wdech. Może sprzyjać to myślom w rodzaju „zaraz się uduszę”. Te katastroficzne interpretacje jeszcze zwiększają wyrzut adrenaliny. Ta spirala lęku nakręca się błyskawicznie. Krew szybciej krąży, roznosząc po organizmie bogatą w tlen i glukozę krew. Krew trafia do mózgu i mięśni. Widzimy wyraźniej, słyszymy wyraźniej. Ponieważ nie ma żadnego niebezpieczeństwa z zewnątrz, jeszcze bardziej wyostrzamy uwagę na bodźce wewnętrzne – słyszymy krew pulsującą w uszach, jesteśmy świadomi bicia własnego serca. Mogą pojawić się myśli o zbliżającym się zawale lub udarze. Nigdzie nie uciekamy, więc mięśnie nie mają co zrobić z dostarczoną do nich energią – pojawiają się dziwne odczucia z kończyn: mogą być jak z waty lub jak kamienie, mogą drżeć, boleć lub bardzo się spinać. Jest nam jednocześnie gorąco lub zimno, zaczynamy się pocić, trudno nam przełknąć ślinę, zaczyna nas boleć brzuch. Wszystkie te doznania są bardzo intensywne i nieprzyjemne i prowadzą nas do, jak się wydaje, jedynie słusznego wniosku: „zaraz umrę”. 

Kora nadnerczy jest wielkości niewielkiej śliwki. Kiedy cały zgromadzony w niej zapas adrenaliny na raz trafia do krwiobiegu, doświadczamy napadu paniki. Mniejsze jej stężenia oznaczają napady lęku o różnej intensywności. Ponieważ kora nadnerczy nie jest duża, a taka mobilizacja organizmu jest bardzo energochłonna, napad paniki kończy się samoistnie po mniej więcej 20-30 minutach. Jesteśmy zmęczeni, możemy mieć zakwasy w mięśniach, ale poza tym nic nam od tego nie grozi. 

9 na 10 osób doświadczyło w swoim życiu przynajmniej jednego ataku paniki – łącznie z piszącą ten tekst. Jednak zaburzenie lękowe z napadami paniki charakteryzuje się czymś jeszcze: unikaniem. W odpowiedzi na przytoczoną w przykładzie sytuację zaczynamy się obawiać, że podczas następnej wizyty w kościele sytuacja może się powtórzyć. Zaczynamy więc stawać blisko wejścia, gdzie jest mniejszy tłum i możemy jakby co szybko wyjść. Potem jednak przychodzi nam do głowy myśl, że podobna sytuacja może się zdarzyć w innych miejscach – w przychodni, w sklepie, w autobusie. Tych miejsc też wolimy unikać, a lęk przed tym, że dostaniemy ataku paniki pojawia się coraz częściej. Unikanie z kolei coraz bardziej utrudnia nam codzienne funkcjonowanie.  

Psychoterapia poznawczo-behawioralna jest niezwykle skutecznym narzędziem w leczeniu napadów paniki, oraz innych problemów związanych z lękiem. Uczymy się podczas niej, że doświadczanie lęku nie jest niczym strasznym i nawet jeśli jest ekstremalnie intensywne, to nie robi nam krzywdy. Zmieniamy przekonania dotyczące lęku i wykonujemy szereg ćwiczeń ekspozycyjnych. Dzięki temu normalizujemy lęk, a także pokonujemy unikanie, by móc znowu w pełni cieszyć się życiem. 

Anna Czerwińska