Złość i gniew

Czy powinniśmy uwalniać swój gniew?

Nadmierny gniew może prowadzić do bardzo negatywnych zdarzeń i mocno komplikować nam życie, a także wpływać na relacje społeczne. Jednak złość ma zaskakująco pozytywne znaczenie w naszym codziennym funkcjonowaniu. 

Gniew, wściekłość, furia, frustracja, irytacja, rozdrażnienie to wszystko określenia dotyczące jednej z podstawowych emocji: złości. Złość pojawia się, kiedy, mówiąc najprościej, rzeczywistość nie jest taka, jak byśmy chcieli, żeby była. Złość daje nam o tym znać – bo to ważne, a inaczej moglibyśmy nie zauważyć. Poza tym, przez to, że jak każda emocja ma w sobie komponent fizjologiczny, gniew mobilizuje nasz organizm, żebyśmy byli w takiej sytuacji w stanie zareagować – wpłynąć na rzeczywistość, żeby była bardziej taka, jak chcemy. Najczęstsze sytuacje, w których pojawia się złość, to te, kiedy ktoś przekracza nasze granice. Złość daje nam znać, że jesteśmy w jakiś sposób zagrożeni i powinniśmy się bronić i daje nam do tego konieczną energię i nastawienie. Kiedy ktoś nadepnie mi na stopę w autobusie, poczuję złość, która pomoże mi dobitnie powiedzieć tej osobie, żeby się odsunęła, nie bacząc na to, czy będzie to kulturalne, albo jak zostanie odebrane. 

Ze złością wiąże się sporo kłopotów. Niektórzy z nas mają ogromny kłopot z wyrażaniem złości – nie pozwalają sobie jej odczuwać albo blokują wszelką jej ekspresję. Są to osoby, które są przeważnie bardzo uległe, słabo, lub nawet wcale, nie zaznaczają i nie bronią swoich granic, którym inni mogą wejść na głowę i je wykorzystać. To te osoby, które bez słowa sprzeciwu zostaną w pracy po godzinach, zrobią za kogoś dodatkowy projekt, nie odmówią teściowej… Częściej tego rodzaju problem ze złością mają kobiety, z racji uwarunkowań kulturowych. Zdarza się, że ze złości reagują płaczem lub bezradnością. Wiąże się to z szeregiem przekonań na temat złości: że nie powinnam się złościć, że okazanie mojej złości może komuś zrobić krzywdę, że jak się pozwoli sobie na złość, to nie da się jej już zatrzymać i zapanować nad sobą, że nie mam prawa się złościć, itd. 

Inny kłopot ze złością polega na popadaniu w drugą skrajność – byciu w ciągłym stanie podenerwowania, frustracji i irytacji oraz częstymi wybuchami złości. Takie osoby złoszczą się na bardzo wiele rzeczy, na wiele takich, na które nie mają zupełnie żadnego wpływu, jak korki w mieście, czy że „ludzie tacy są”. Nieco żartobliwie można nazwać to napadami idealizmu: przecież powinno być tak, jak chcę. Ale choć brzmi to żartobliwie poziom złości, który towarzyszy takim osobom w pewnych sytuacjach może być naprawdę bardzo duży, nawet wiązać się z agresją, na pewno słowną. Często takie osoby złoszczą się w sytuacjach, z którymi nie bardzo da się cokolwiek zrobić – bo co można zrobić z tym, że wszyscy chcą gdzieś dojechać o tej samej porze, albo z tym, że niektórzy mówią głośniej, słuchają innej muzyki, koszą trawę nie wtedy kiedy my, itd. Przekonania które kryją się za takim nastawieniem niekoniecznie są w rodzaju, że mi się należy. Często osoby takie myślą, że gdyby inni nie byli tacy „bezczelni”, to oni nie musieliby bronić swoich granic, czyli się złościć. Na innych przerzucają odpowiedzialność za swoją złość. 

Zdarza się również, że niektóre osoby odczuwają złość wtedy, kiedy tak naprawdę odczuwają lęk albo bezradność. Dotyczy to ludzi mających przekonania o tym, że nie wolno okazywać słabości, trzeba cały czas być silnym i sobie radzić. Wtedy złość pojawia się jak swojego rodzaju maska stresu i napięcia.

Kłopot z emocją złości może wynikać z tego, że złość trudno długotrwale kontrolować: jest emocją gorącą, wzbudza nasz organizm, daje nam energię do działania: walki o swoje lub obronę siebie. Tłumienie jej wywołuje wzrost ciśnienia krwi, wymaga wzrostu napięcia i przez to może trwale pogarszać nam samopoczucie. W związku z tym próby tłumienia złości są najczęściej skuteczne krótkoterminowo i jeśli nie pozwalamy sobie złościć się na bieżąco, to co jakiś czas wybuchamy w sposób mało kontrolowany – reagujemy bardziej niż byśmy chcieli i bardziej niż to jest warte. Prowadzi to do większej wiary w przekonanie, że złość jest czymś strasznym i nie dającym się kontrolować, więc nie można sobie na nią pozwalać. A to prowadzi do większego unikania i częstszych wybuchów złości – błędne koło.

Co zrobić? Warto przyjrzeć się przekonaniom, jakie mamy na temat złości, jakie przekonania mają nasi bliscy, co o złości słyszeliśmy od rodziców, dziadków i innych znaczących dla nas osób, czego uczymy nasze dzieci. Warto też nauczyć się złościć – przekonać się, że złość można oswoić, że może nam na co dzień pomagać, nauczyć się jak ją wyrażać w sposób nie raniący innych, jak na nią reagować, kiedy jest jeszcze malutka, a nie dopiero wtedy kiedy chcemy eksplodować. Dobrze popracować w stronę rozwijania asertywności – niezależnie od tego, do której skrajności jest nam bliżej. 

Anna Czerwińska